Co teraz,teraz do domu...
---------------------------------------------------------------------------------
Szłam do domu,szłam,szłam i szłam aż doszłam.Weszłam do środka i podeszłam do panelu sterowania i zobaczyłam przecięty kabel.Cholera-powiedziałam do siebie zła,wypościłam kabel i zaczęłam chodzić po pokoju.Zatrzymałam się na chwile i pobiegłam do pokoju,Weszłam do łazienki umyłam się oraz włosy,po czym wyszłam,otworzyłam szafę i wyjęłam ubranie(to) i położyłam na łóżku.Poszłam z powrotem do łazienki i wysuszyłam włosy i zrobiłam makijaż(taki).Wyszłam z pomieszczenia i przebrałam się w przygotowane wcześniej ubranie.Po czym wzięłam torebkę(taką) włożyłam sobie telefon i zeszłam do holu otworzyłam szafeczkę na klucze i wzięłam od motoru(taki).Wyszłam z domu i skierowałam się garażu wyprowadziłam motor i wsiadłam po czym odpaliłam i ruszyłam.Konkretnie kierowałam się do dawnej znajomej,robi tatuaże a ja chciałam sobie zrobić nowy.Podjechałam pod zakład,zdjęłam kask i wzięłam kluczyki po czym skierowałam się do salonu.Weszłam do pomieszczenia i podeszłam do blatu.
-Dzień dobry,w czym mogę pomóc?-spytała znudzona dziewczyna nie patrząc na mnie tylko w gazetę
-Tak się nie wita klientów-powiedziała
-Bywa-powiedziała i wzruszyła ramionami nadal przeglądając pisemko.Poklepałam w blat i skierowałam się do biura.Weszłam bez pukania.Dziewczyna siedziała na fotelu i rozmawiała przez telefon.Zapukałam a ona spojrzała na mnie.Momentalnie się rozłączyła i wstała
-Martina...-powiedziała i mnie przytuliła-Tak dawno cie nie widziałam i o tobie nie słyszałam.
-No tak bywa-powiedziałam
-No...-usiadła z powrotem na krzesło-co cie do mnie sprowadza?
-Chce tatuaż-odparłam
-Ok-powiedziała.I skierowała się do specjalnego pokoju,ja podążyłam z nią.Zdjęłam bluzkę i rozpięłam stanik po czy m położyłam się na fotelu.
-Czyli plecy-powiedziała
-Tak-przytaknęłam-skrzydła
-Duże,małe?-spytała
-Duże-odparłam.Podczas czynności rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym.A jej wymsknęło się,że Aisza mnie szukało.Ja to olałam a potem powiedziała,że Aisza coś przeskrobała i wyjechała do USA.Gdy skończyła robić mi tatuaż,założyła folie a ja ubrałam się zapłaciłam,pożegnałam z nią i pojechałam do domu oczywiście Agata,bo tak się nazywa,musiała palnąć że Zayn jest w mieście i jeszcze dała mi jego wizytówkę.Mówiła że ma zakład tak jak ona,ciekawe-zastanawiałam się całą drogę do domu.Po przyjeździe naprawiłam MOS a ona naprawiła mi moje palce u ręki potem położyłam się spać...
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 9
piątek, 14 marca 2014
sobota, 8 marca 2014
,,Love"-Rozdział 8
Mam w dupie że nie wiem o niem za wiele,przynajmniej mam co robić zresztą jutro wychodzę.
---------------------------------------------------------------------------------
Całowaliśmy się tak aż przyszedł ochroniarz kazał mu wyjść.On spojrzał mi w oczy:
-Wiesz co?-spytał
-Co?-odpowiedziałam pytająco z uśmiechem
-W życiu w nikim się nie zakochałem,aż do dzisiaj-powiedział i mnie znowu pocałował(tak) a ja się uśmiechnęłam.Po czym on wyszedł i strażnik zamkną kratę.Podeszłam do kraty i spojrzałam, cofnęłam się kawałek i zastanowiłam.Wyjęłam znowu MP4-rkę i włączyłam playlistę.Położyłam się na łóżku i wystukiwałam sobie rytm.
***
Obudziłam się i przetarłam oczy,po czym podparłam się na łokciach.Wstałam i podeszłam do szafki.Wyjęłam wodę i napiłam się,odłożyłam butelkę i podeszłam do krat.
-O której wychodzę?-spytałam strażnika
-No nie wiem może nigdy-odparł,strażnik się zmienił przyszedł na miejsce tamtego.
-Kiedy wchodzę?-spytałam troszkę zła
-A co mnie to obchodzi.Dla mnie powinnaś tu zdechnąć i tyle.-odparł mi prosto w twarz.
-No najwidoczniej jestem za zła żeby wyjść z więzienia i nie pozwolić ci dostać premię czy tam podwyżkę.-po tych słowach strażnik otworzył drzwi celi,wszedł i zaczął mnie okładać kijem.Leżałam na podłodze i czekałam aż mnie wykończy bo co mogłam zrobić.Jak bym mu oddała siedziała bm kolejne ileś lat za bójkę ze strażnikiem.Choć nagle los się odmienił inni strażnicy wbiegli i zaczęli odciągać go ode mnie,a ten który mi zawsze pomagał podbiegł do mnie.Usłyszałam niewyraźne:
-Hej...nic ci nie jest...wszystko ok...-i nagle słuch wrócił a wraz z nim lęk że i on powróci.
-Chodź pomogę ci -powiedział
-Nieee!!!!!!!Zostawcie mnie!!!!Nich już mi nikt nic nie robi!!!-krzyczałam płacząc(tak) i leżąc na ziemi.
-Nikt ci już nic nie zrobi.-wytłumaczył,po czym podciągną i przytulił,ja nadal nie przestawałam płakać.
-Ciiii...już przecież dzisiaj wychodzisz-oznajmił uspakajając.
***
Siedzieliśmy tak jakieś...10-20 min. aż się uspokoiłam wzięłam kilka wdechów.
-Już dobrze?-spytał
-Tak-odpowiedziałam i wyplątałam się z jego uścisku-Mam do ciebie pytanie?
-Jakie?Pewnie dlaczego ci tak pomagam co?-zaśmiał się
-Dokładnie-powiedziałam z powagą
-No więc...jak by ci to powiedzieć...miałem kiedyś córkę,gdy była mała umarła Maria,moja żona a jej matka,nie chciałem żeby się zatraciła,więc nie odstępowałem ją na krok,on dorastała a ja tego nie widziałem, zawsze była dla mnie moja małą księżniczką,ale i te lata kiedyś przemijają a ni się obejrzałem a trafiła tam tam gdzie nie powinna,tutaj.Miała tyle lat ile ty kiedy pewien mężczyzna zgwałcił ją i zabił właśnie w tym budynku.Nie mogłem wybaczyć sobie tego że jej przed tym nie uchroniłem-opowiedział
-Aha,rozumiem-powiedziałam,byłam cała we krwi.
-No a teraz chodź trzeba cię opatrzyć-powiedział i wstał po czym pomógł mi wstać.Skierowaliśmy się do pielęgniarki i tam młoda pielęgniarka opatrzyła mi nie bardziej zmasakrowane miejsca niż dwa połamane palce.Gdy kobieta mnie opatrzyła i zawinęła złamane palce wyszłam razem z Nim z gabinetu.
-No to chodź musisz się przebrać bo wchodzisz-powiedział
-Naprawdę-nie wierzyłam
-No tak,ochroniarz przyniesie twoje rzeczy bo już wychodzisz-odparł
-Fajnie-powiedziałam
-Musze tylko...zaraz wracam-powiedziałam i pobiegła po schodach do celi Lewego.To co zobaczyłam gdy stanęłam w progu celi zwaliło mnie z nóg.Ten skurwiel całował się z inną.Ochroniarz uderzył pałka o jeden z metalowych prętów a Lewy odwrócił głowę i spojrzał mi prosto w oczy,po czym odkleił się od dziewczyny i zapiął spodnie i podszedł do mnie.Ochroniarz nie otworzył drzwi celi.
-Co ci się stało?-spytał
-Nic-powiedziałam-a zresztą co cie to w ogóle obchodzi masz inną-zaczęłam odchodzić powoli od krat.
-Nie czekaj...chwila...ona dla mnie nic nie znaczy!!!-krzyczał
-O serio?-powiedziała dziewczyna.A ja obróciłam się na piecie i skierowałam się do ochroniarza.
-Już?-spytał
-Tak-odparłam
Po czym skierowaliśmy się do jego biura.Tam przebrałam się(to) i oddałam stare ubranie(przypominając).Wyszliśmy i udaliśmy się do odprawy.Tam oddali mi torbę i wpuścili na wolność.
Tak upragniona wolność.Co teraz,teraz do domu...
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 8 :) hura!!!!
---------------------------------------------------------------------------------
Całowaliśmy się tak aż przyszedł ochroniarz kazał mu wyjść.On spojrzał mi w oczy:
-Wiesz co?-spytał
-Co?-odpowiedziałam pytająco z uśmiechem
-W życiu w nikim się nie zakochałem,aż do dzisiaj-powiedział i mnie znowu pocałował(tak) a ja się uśmiechnęłam.Po czym on wyszedł i strażnik zamkną kratę.Podeszłam do kraty i spojrzałam, cofnęłam się kawałek i zastanowiłam.Wyjęłam znowu MP4-rkę i włączyłam playlistę.Położyłam się na łóżku i wystukiwałam sobie rytm.
***
Obudziłam się i przetarłam oczy,po czym podparłam się na łokciach.Wstałam i podeszłam do szafki.Wyjęłam wodę i napiłam się,odłożyłam butelkę i podeszłam do krat.
-O której wychodzę?-spytałam strażnika
-No nie wiem może nigdy-odparł,strażnik się zmienił przyszedł na miejsce tamtego.
-Kiedy wchodzę?-spytałam troszkę zła
-A co mnie to obchodzi.Dla mnie powinnaś tu zdechnąć i tyle.-odparł mi prosto w twarz.
-No najwidoczniej jestem za zła żeby wyjść z więzienia i nie pozwolić ci dostać premię czy tam podwyżkę.-po tych słowach strażnik otworzył drzwi celi,wszedł i zaczął mnie okładać kijem.Leżałam na podłodze i czekałam aż mnie wykończy bo co mogłam zrobić.Jak bym mu oddała siedziała bm kolejne ileś lat za bójkę ze strażnikiem.Choć nagle los się odmienił inni strażnicy wbiegli i zaczęli odciągać go ode mnie,a ten który mi zawsze pomagał podbiegł do mnie.Usłyszałam niewyraźne:
-Hej...nic ci nie jest...wszystko ok...-i nagle słuch wrócił a wraz z nim lęk że i on powróci.
-Chodź pomogę ci -powiedział
-Nieee!!!!!!!Zostawcie mnie!!!!Nich już mi nikt nic nie robi!!!-krzyczałam płacząc(tak) i leżąc na ziemi.
-Nikt ci już nic nie zrobi.-wytłumaczył,po czym podciągną i przytulił,ja nadal nie przestawałam płakać.
-Ciiii...już przecież dzisiaj wychodzisz-oznajmił uspakajając.
***
Siedzieliśmy tak jakieś...10-20 min. aż się uspokoiłam wzięłam kilka wdechów.
-Już dobrze?-spytał
-Tak-odpowiedziałam i wyplątałam się z jego uścisku-Mam do ciebie pytanie?
-Jakie?Pewnie dlaczego ci tak pomagam co?-zaśmiał się
-Dokładnie-powiedziałam z powagą
-No więc...jak by ci to powiedzieć...miałem kiedyś córkę,gdy była mała umarła Maria,moja żona a jej matka,nie chciałem żeby się zatraciła,więc nie odstępowałem ją na krok,on dorastała a ja tego nie widziałem, zawsze była dla mnie moja małą księżniczką,ale i te lata kiedyś przemijają a ni się obejrzałem a trafiła tam tam gdzie nie powinna,tutaj.Miała tyle lat ile ty kiedy pewien mężczyzna zgwałcił ją i zabił właśnie w tym budynku.Nie mogłem wybaczyć sobie tego że jej przed tym nie uchroniłem-opowiedział
-Aha,rozumiem-powiedziałam,byłam cała we krwi.
-No a teraz chodź trzeba cię opatrzyć-powiedział i wstał po czym pomógł mi wstać.Skierowaliśmy się do pielęgniarki i tam młoda pielęgniarka opatrzyła mi nie bardziej zmasakrowane miejsca niż dwa połamane palce.Gdy kobieta mnie opatrzyła i zawinęła złamane palce wyszłam razem z Nim z gabinetu.
-No to chodź musisz się przebrać bo wchodzisz-powiedział
-Naprawdę-nie wierzyłam
-No tak,ochroniarz przyniesie twoje rzeczy bo już wychodzisz-odparł
-Fajnie-powiedziałam
-Musze tylko...zaraz wracam-powiedziałam i pobiegła po schodach do celi Lewego.To co zobaczyłam gdy stanęłam w progu celi zwaliło mnie z nóg.Ten skurwiel całował się z inną.Ochroniarz uderzył pałka o jeden z metalowych prętów a Lewy odwrócił głowę i spojrzał mi prosto w oczy,po czym odkleił się od dziewczyny i zapiął spodnie i podszedł do mnie.Ochroniarz nie otworzył drzwi celi.
-Co ci się stało?-spytał
-Nic-powiedziałam-a zresztą co cie to w ogóle obchodzi masz inną-zaczęłam odchodzić powoli od krat.
-Nie czekaj...chwila...ona dla mnie nic nie znaczy!!!-krzyczał
-O serio?-powiedziała dziewczyna.A ja obróciłam się na piecie i skierowałam się do ochroniarza.
-Już?-spytał
-Tak-odparłam
Po czym skierowaliśmy się do jego biura.Tam przebrałam się(to) i oddałam stare ubranie(przypominając).Wyszliśmy i udaliśmy się do odprawy.Tam oddali mi torbę i wpuścili na wolność.
Tak upragniona wolność.Co teraz,teraz do domu...
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 8 :) hura!!!!
czwartek, 6 marca 2014
,,Love"-Rozdział 7
Trochę się nie fajnie zachowałam zostawiając Aisze ale musiałam się poważnie zastanowić na dym jej związkiem.
---------------------------------------------------------------------------------
***
Minęły 2 lata,a po tym wyjściu i zostawieniu Aiszy już do mnie więcej nie przychodziła.Znowu leżałam na łóżku.Nagle zadzwonił mój zegarek,to była MOS,odebrałam:
-Co chciałaś?-spytałam
-Chciałam się spytać czy pozwoliłaś Aiszy grzebać po szafkach w domu?-oznajmiła pytająco
-Nie nie pozwoliłam-usiadłam na łóżku zdziwiona
-No bo ona właśnie to robi...chwila właśnie wychodzi-odpowiedziała MOS
-Pozwól jej wyjść i sprawdź co zabrała...a i przygotuj mi strój na wyjście ten wiesz co lubię w miarę szybko i schowaj w krzakach-oznajmiłam-Wyśle faceta po nie
-Dobrze,a Aisza zabrała...-nie dokończyła bo coś się rozłączyło
-MOS odezwij się!!,MOS!!!..MOS!!-krzyczałam
-Cisza-warkną strażnik.Spojrzałam w stronę krat bardzo zła.Strażnik spojrzał w moją i wystraszył się.Musiałam mieć taka minę i śmierć w oczach,że mało go nie zabiłam,wzrokiem.Mężczyzna obrócił się do mnie tyłem i odetchną.Westchnęłam,spojrzałam na zegarek,był wyłączony.To był zły znak,ale co ja mogę w tej sytuacji zrobić.Jak z tą wyjdę zabije tego kto ją wyłączył,nawet jak to będzie Aisza.Nagle drzwi celi się otworzyły i wszedł przez nie On,miał na sobie to samo ubranie co na przesłuchaniu.Spojrzałam na niego.
-Co się stało?-spytał
-Nic-warknęłam
-Po warknięciu sadzę,że wręcz przeciwnie-odparł
-A wszystko się wali,a ja siedzę tutaj i nie mogę nic zrobić.
-Nie długo wyjdziesz-pocieszył mnie
-Ok,a...miała bym prośbę-odpowiedziałam
-Jaką?-spytał patrząc się przed siebie na ścianę
-Mógł byś mi przywieźć torbę z ubraniem?-spytałam
-Ok,a gdzie będzie?-spytał
-Przed domem-powiedziałam a on wstał i miał wchodzić-to ubranie ubiorę jak będę wychodzić
Kiwną głową i wyszedł.Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać.Myślałam tak zacięcie,że bardzo szybko zasnęłam.
***
Zostały mi tylko 2 dni i wychodzę.Myślałam że będzie gorzej...i było nie spałam prawie 4 tygodnie bo martwiłam się co z domem i MOS.Obudziłam się uśmiechnięta i podeszłam do krat.
-Kiedy śniadanie?-spytałam strażnika
-Za 20 min.-odparł
-Ok,dzięki-uśmiechnęłam się.Podeszłam do torby i wyjęłam MP4-ke.
***
Siedziałam i jadłam.Oczywiście siedziałam sama nie lubiłam z nikim siedzieć.Po skończeniu posiłku poszłam i oddałam tace po czym skierowałam się do celi.Na czas śniadania Cele są otwarte i nie zamykane.Usiałam na łóżku i po chwili weszli do mojej celi paczka której boja się wszyscy w więzieniu.Spojrzałam w ich stronę.
-No cześć-powiedział jeden z nich i usiadł koło mnie(to on)
-Cześć-powiedziałam bez emocji
-Nie widziałam cie tutaj ślicznotko-odpowiedział
-Serio?-spytałam i się do nie go odwróciłam-Siedzę już 8 lat 12 miesięcy i 29 dni
-Naprawdę?-zdziwił się-Taka ślicznotka a ja jej nie zauważyłem-powiedział i zaśmiał się do reszty chłopaków z bandy.
-Mnie to nie śmieszy-powiedziałam bez emocji
-Aha-przestał się śmiać.-Dowiedziałem się że za 2 dni wychodzisz
-Dobrze żeś się dowiedział-pochwaliłam
-Teraz tak na serio-powiedział,wstał i podszedł do mnie-Wyjdźcie!!!-krzykną do chłopaków.A oni wyszli.
-Czego chcesz?-spytałam
-Heh nie domyśliłaś się jeszcze-powiedział
-A wiesz że tak-powiedziałam i obróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy.A on mnie pocałował(tak) odwzajemniłam pocałunek i się zaczęło coś czego się zawsze bałam.
***
Rano obudziłam się a tego chłopaka nie było.Była tylko karteczka przeczytałam:
,,Musiałem iść strażnik mi kazał,ale było super musimy to powtórzyć" uśmiechnęłam się tylko i ubrałam.
Podeszła do krat i uświadomiłam sobie co zrobiłam.Przespałam się z nieznanym mi gościem i to jeszcze przestępca.Cofnęłam się w głąb celi.Nagle drzwi się otworzyły i wszedł przez nie On.
-No hej-powiedział
-Cześć-powiedziałam bez emocji
-Co się stało?-spytał i podszedł do mnie.Położył swoje ręce na moich biodrach i przysuną do siebie a ja go odepchnęłam-Nie podobało ci się wczoraj w nocy?-spytał z chytrym uśmieszkiem.
-Podobało,tylko chodzi o to że cie nie znam-powiedziałam
-No dobra...Nazywam się Michał Berny ,ale tutaj mówią mi Lewy bo szmugluję narkotyki.Mam 20 lat a trafiłem to za morderstwo tak jak ty.
-Skąd wiesz że...-nie dał mi skończyć
-Widziałem twoja kartę-odparł-No skoro wiesz o mnie już coś to może...-powiedział i przysuną mnie do siebie po czym zaczęliśmy się całować(tak).Mam w dupie że nie wiem o niem za wiele,przynajmiej mam co robić zresztą jutro wychodzę.
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 7
---------------------------------------------------------------------------------
***
Minęły 2 lata,a po tym wyjściu i zostawieniu Aiszy już do mnie więcej nie przychodziła.Znowu leżałam na łóżku.Nagle zadzwonił mój zegarek,to była MOS,odebrałam:
-Co chciałaś?-spytałam
-Chciałam się spytać czy pozwoliłaś Aiszy grzebać po szafkach w domu?-oznajmiła pytająco
-Nie nie pozwoliłam-usiadłam na łóżku zdziwiona
-No bo ona właśnie to robi...chwila właśnie wychodzi-odpowiedziała MOS
-Pozwól jej wyjść i sprawdź co zabrała...a i przygotuj mi strój na wyjście ten wiesz co lubię w miarę szybko i schowaj w krzakach-oznajmiłam-Wyśle faceta po nie
-Dobrze,a Aisza zabrała...-nie dokończyła bo coś się rozłączyło
-MOS odezwij się!!,MOS!!!..MOS!!-krzyczałam
-Cisza-warkną strażnik.Spojrzałam w stronę krat bardzo zła.Strażnik spojrzał w moją i wystraszył się.Musiałam mieć taka minę i śmierć w oczach,że mało go nie zabiłam,wzrokiem.Mężczyzna obrócił się do mnie tyłem i odetchną.Westchnęłam,spojrzałam na zegarek,był wyłączony.To był zły znak,ale co ja mogę w tej sytuacji zrobić.Jak z tą wyjdę zabije tego kto ją wyłączył,nawet jak to będzie Aisza.Nagle drzwi celi się otworzyły i wszedł przez nie On,miał na sobie to samo ubranie co na przesłuchaniu.Spojrzałam na niego.
-Co się stało?-spytał
-Nic-warknęłam
-Po warknięciu sadzę,że wręcz przeciwnie-odparł
-A wszystko się wali,a ja siedzę tutaj i nie mogę nic zrobić.
-Nie długo wyjdziesz-pocieszył mnie
-Ok,a...miała bym prośbę-odpowiedziałam
-Jaką?-spytał patrząc się przed siebie na ścianę
-Mógł byś mi przywieźć torbę z ubraniem?-spytałam
-Ok,a gdzie będzie?-spytał
-Przed domem-powiedziałam a on wstał i miał wchodzić-to ubranie ubiorę jak będę wychodzić
Kiwną głową i wyszedł.Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać.Myślałam tak zacięcie,że bardzo szybko zasnęłam.
***
Zostały mi tylko 2 dni i wychodzę.Myślałam że będzie gorzej...i było nie spałam prawie 4 tygodnie bo martwiłam się co z domem i MOS.Obudziłam się uśmiechnięta i podeszłam do krat.
-Kiedy śniadanie?-spytałam strażnika
-Za 20 min.-odparł
-Ok,dzięki-uśmiechnęłam się.Podeszłam do torby i wyjęłam MP4-ke.
***
Siedziałam i jadłam.Oczywiście siedziałam sama nie lubiłam z nikim siedzieć.Po skończeniu posiłku poszłam i oddałam tace po czym skierowałam się do celi.Na czas śniadania Cele są otwarte i nie zamykane.Usiałam na łóżku i po chwili weszli do mojej celi paczka której boja się wszyscy w więzieniu.Spojrzałam w ich stronę.
-No cześć-powiedział jeden z nich i usiadł koło mnie(to on)
-Cześć-powiedziałam bez emocji
-Nie widziałam cie tutaj ślicznotko-odpowiedział
-Serio?-spytałam i się do nie go odwróciłam-Siedzę już 8 lat 12 miesięcy i 29 dni
-Naprawdę?-zdziwił się-Taka ślicznotka a ja jej nie zauważyłem-powiedział i zaśmiał się do reszty chłopaków z bandy.
-Mnie to nie śmieszy-powiedziałam bez emocji
-Aha-przestał się śmiać.-Dowiedziałem się że za 2 dni wychodzisz
-Dobrze żeś się dowiedział-pochwaliłam
-Teraz tak na serio-powiedział,wstał i podszedł do mnie-Wyjdźcie!!!-krzykną do chłopaków.A oni wyszli.
-Czego chcesz?-spytałam
-Heh nie domyśliłaś się jeszcze-powiedział
-A wiesz że tak-powiedziałam i obróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy.A on mnie pocałował(tak) odwzajemniłam pocałunek i się zaczęło coś czego się zawsze bałam.
***
Rano obudziłam się a tego chłopaka nie było.Była tylko karteczka przeczytałam:
,,Musiałem iść strażnik mi kazał,ale było super musimy to powtórzyć" uśmiechnęłam się tylko i ubrałam.
Podeszła do krat i uświadomiłam sobie co zrobiłam.Przespałam się z nieznanym mi gościem i to jeszcze przestępca.Cofnęłam się w głąb celi.Nagle drzwi się otworzyły i wszedł przez nie On.
-No hej-powiedział
-Cześć-powiedziałam bez emocji
-Co się stało?-spytał i podszedł do mnie.Położył swoje ręce na moich biodrach i przysuną do siebie a ja go odepchnęłam-Nie podobało ci się wczoraj w nocy?-spytał z chytrym uśmieszkiem.
-Podobało,tylko chodzi o to że cie nie znam-powiedziałam
-No dobra...Nazywam się Michał Berny ,ale tutaj mówią mi Lewy bo szmugluję narkotyki.Mam 20 lat a trafiłem to za morderstwo tak jak ty.
-Skąd wiesz że...-nie dał mi skończyć
-Widziałem twoja kartę-odparł-No skoro wiesz o mnie już coś to może...-powiedział i przysuną mnie do siebie po czym zaczęliśmy się całować(tak).Mam w dupie że nie wiem o niem za wiele,przynajmiej mam co robić zresztą jutro wychodzę.
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 7
niedziela, 2 marca 2014
,,Love"-Rozdział 6
Zrobiłam się głodna,podeszłam do torby i wyjęłam wodę i spakowaną sałatkę usiadłam i zaczęłam jeść po czym znowu położyłam się spać...
---------------------------------------------------------------------------------
***
Minęły już 2 tygodnie,dzisiaj przychodzi do mnie w odwiedziny Aisza.Obawiam się,że nie była zadowolona gdy się dowiedziała,że tu trafiłam.Tu znacz do pierdla czy inaczej więzienia.Strażnik wyprowadził mnie z celi i zaczął prowadzić do miejsca rozmów.Weszłam Aisza jak tylko mnie zobaczyła wstała i mnie przytuliła.
-Boże,tak się martwiłam o ciebie-powiedziała i się ode mnie odkleiła.
-Dzięki,ale jak widzisz żyje,a nawet lepiej czuje się tu jak na wakacjach a za razem mogę się wyżyć.-powiedziałam i pokazując zaczęłam się kręcić i podchodzić do krzesła.Aisza była ubrana tak jak na co dzień(tak) a włosy miała koloru ciemny brąz jak kasztanowe.Usiadłyśmy,i zaczęłyśmy rozmawiać:
-No to jak tam?-spytała Aisza
-No spoko,jeszcze mnie nie zabili jak widzisz-wskazałam na siebie
-No tak-powiedziała i spuściła głowę.
-Co jest?-spytałam
-Nic,po prostu się zastanawiam kto mógł cię tu wsadzić...no wiesz do więzienia-mówiła nie pewnie
-Na razie puki tu siedzę to nie ważne,ważniejsze jest to czy wszystko będzie ok z tobą jak z tond wyjdę.
-Ze mną tak,ale czy tobie na głowę nie walnie zanim z tond wyjdziesz
-No własnie kiedy wychodzisz?-spytała
-Za 9 lat-odpowiedziałam bez emocji
-Kiedy?-spytała mega zdziwiona
-Za 9 lat-oznajmiłam znowu
-Boże,przecież jak ty będziesz wyglądała po tym wszystkim.-mówiła jakby do siebie.
-Normalnie...tak myślę-zamyśliłam się,a ona spuściła głowę.Zapadła niezręczna cisza.Przerwała ją Aisza.
-A zastanawiałaś się chociaż,kto mógł to zrobić...na wiesz zakapował na ciebie.
-Nie wiem-oznajmiłam i na nią spojrzałam.
-Kiedy do mnie znowu przyjdziesz?-spytałam
-Nie wiem,nie mam teraz za dużo czasu...bo wiesz-zaczęła się bawić palcami
-No mów-powiedziałam i zaczęłam ruszać brwiami zachęcająco.
-Spotykam się z kimś-oznajmiła wreszcie
-No nareszcie,z kim?-spytałam
-Pamiętasz tych z którymi graliśmy w kosza?-odpowiedziała pytaniem na pytanie
-No-oznajmiłam uśmiechnięta
-No to podobał mi się Liam,wiesz który?-pytała
-No wiem,w klubie mi się przedstawili-oznajmiłam
-No i...jak to w klubie?-spytała i się spojrzała zdziwiona
-Nie zmieniaj tematu-powiedziałam trochę zła
-No dobra,chodzę z tym Liam'em,powiem że podobam mu się bardziej we włosach kasztanowych niż niebieskich-powiedziała i się zaśmiała a ja się poważnie zamyśliłam
-Coś się stało?-spytała zaniepokojona.Bez słowa wstałam i podeszłam do strażnika a on mnie wyprowadziła i zaprowadził do celi.Trochę się nie fajnie zachowałam zostawiając Aisze ale musiałam się poważnie zastanowić na dym jej związkiem.
---------------------------------------------------------------------------------
Rozdział 6 :)
---------------------------------------------------------------------------------
***
Minęły już 2 tygodnie,dzisiaj przychodzi do mnie w odwiedziny Aisza.Obawiam się,że nie była zadowolona gdy się dowiedziała,że tu trafiłam.Tu znacz do pierdla czy inaczej więzienia.Strażnik wyprowadził mnie z celi i zaczął prowadzić do miejsca rozmów.Weszłam Aisza jak tylko mnie zobaczyła wstała i mnie przytuliła.
-Boże,tak się martwiłam o ciebie-powiedziała i się ode mnie odkleiła.
-Dzięki,ale jak widzisz żyje,a nawet lepiej czuje się tu jak na wakacjach a za razem mogę się wyżyć.-powiedziałam i pokazując zaczęłam się kręcić i podchodzić do krzesła.Aisza była ubrana tak jak na co dzień(tak) a włosy miała koloru ciemny brąz jak kasztanowe.Usiadłyśmy,i zaczęłyśmy rozmawiać:
-No to jak tam?-spytała Aisza
-No spoko,jeszcze mnie nie zabili jak widzisz-wskazałam na siebie
-No tak-powiedziała i spuściła głowę.
-Co jest?-spytałam
-Nic,po prostu się zastanawiam kto mógł cię tu wsadzić...no wiesz do więzienia-mówiła nie pewnie
![]() |
| Nie ważne-Ja |
-Ze mną tak,ale czy tobie na głowę nie walnie zanim z tond wyjdziesz
![]() |
| Kiedy ?-Aisza |
-Za 9 lat-odpowiedziałam bez emocji
-Kiedy?-spytała mega zdziwiona
-Za 9 lat-oznajmiłam znowu
-Boże,przecież jak ty będziesz wyglądała po tym wszystkim.-mówiła jakby do siebie.
-Normalnie...tak myślę-zamyśliłam się,a ona spuściła głowę.Zapadła niezręczna cisza.Przerwała ją Aisza.
-A zastanawiałaś się chociaż,kto mógł to zrobić...na wiesz zakapował na ciebie.
-Nie wiem-oznajmiłam i na nią spojrzałam.
-Kiedy do mnie znowu przyjdziesz?-spytałam
-Nie wiem,nie mam teraz za dużo czasu...bo wiesz-zaczęła się bawić palcami
-No mów-powiedziałam i zaczęłam ruszać brwiami zachęcająco.
-Spotykam się z kimś-oznajmiła wreszcie
-No nareszcie,z kim?-spytałam
-Pamiętasz tych z którymi graliśmy w kosza?-odpowiedziała pytaniem na pytanie
-No-oznajmiłam uśmiechnięta
-No to podobał mi się Liam,wiesz który?-pytała
-No wiem,w klubie mi się przedstawili-oznajmiłam
-No i...jak to w klubie?-spytała i się spojrzała zdziwiona
-Nie zmieniaj tematu-powiedziałam trochę zła
-No dobra,chodzę z tym Liam'em,powiem że podobam mu się bardziej we włosach kasztanowych niż niebieskich-powiedziała i się zaśmiała a ja się poważnie zamyśliłam
-Coś się stało?-spytała zaniepokojona.Bez słowa wstałam i podeszłam do strażnika a on mnie wyprowadziła i zaprowadził do celi.Trochę się nie fajnie zachowałam zostawiając Aisze ale musiałam się poważnie zastanowić na dym jej związkiem.
---------------------------------------------------------------------------------
Rozdział 6 :)
środa, 26 lutego 2014
,,Love"-Rozdział 5
Dlaczego dał mi nóż?
---------------------------------------------------------------------------------Spojrzałam na niego zdziwiona.O on powiedział:
-Pewnie dziwisz się dlaczego ci dałem ten nóż?
-No...chciała bym uzyskać wyjaśnienie.
-Jak mnie mam jesteś tu pierwszy raz?-spojrzał na mnie a ja kiwnęłam głową-dlatego dałem ci to żebyś tu nie zginęła...ale nie pokazuj go bez powodu i się nie chwal,że go masz bo cię okradną i nigdy nie zostawiaj go w celi zawsze noś go przy sobie.
-Ok-kiwnęłam głową-dlaczego mi pomagasz?-nie uzyskałam odpowiedzi bo ochroniarz przyszedł zapiął kajdanki i mnie wprowadził.Przyprowadził mnie do celi i zdjął kajdanki,po czym popchną głębiej do celi.Przetarłam nadgarstki i weszłam głębiej.Odetchnęłam z ulga kiedy okazało się że w celi jestem sama.Opadłam na łóżko i patrzyłam się w sufit.Nie miałam co robić zapomniałam wsiąść sobie rzeczy.Nagle krata się otworzyła i szedł przez nią ten który mi pomógł,podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Nie wzięłaś nic ze sobą do więzienia-odparł
-Tak,nie pomyślałam o tym-powiedziałam
-Mogę ci coś załatwić jak...-nie dałam mu skończyć
-Miała bym prośbę-powiedziałam
-Jaką?-spytał
-Czy pojechał by pan do mnie przed dom i wziął torbę z rzeczami.
-Dobrze...ale żadnej broni
-Jak bym śmiała-zaśmiałam się a on się uśmiechną
-Zgoda-po tym słowie wyszedł i ochroniarz zamkną kratę od celi.Opadłam z powrotem na łóżko wkładając ręce za głowę.Włączyłam zegarek i połączyłam się z MOS.
-W czym ci mogę pomóc?
-Słuchaj niedługo przyjedzie pod dom mężczyzna ma wsiąść torbę z rzeczami,przygotuj mu ją,spakuj wszystko co potrzebne w więzieniu.
-Jest pani w więzieniu?-spytała zdziwiona
-Tak,ktoś na mnie zakapował
-Wpłacić kaucję?-spytała
-Nie,przydadzą mi się wakacje do przemyślenia całej tej sprawy,przy okazji torbę połóż przed drzwiami
-Dobrze i do zobaczenia-odparła
-Do zobaczenia-po czym się rozłączyłam.Włączyłam zegarek po czym położyłam głowę na poduszce,myślałam nad tym kto mógł na mnie zakapować,po dłuższym czasie namyśleń odpłynęłam w krainę morfeusza.
***
Obudziłam się i przeciągnęłam spojrzałam na godzinę po czym podparłam się na łokciach i rozglądnęłam.Torba leżała na szafce a cela wyglądała jakby nikt nie wchodził,więc wstałam i podeszłam do krat.W więzieniu było cicho może wszyscy śpią,znowu spojrzałam na zegarek 23:58 no nie dziwne że śpią.Zrobiłam się głodna,podeszłam do torby i wyjęłam wodę i spakowaną sałatkę usiadłam i zaczęłam jeść po czym znowu położyłam się spać...
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 5
---------------------------------------------------------------------------------Spojrzałam na niego zdziwiona.O on powiedział:
-Pewnie dziwisz się dlaczego ci dałem ten nóż?
-No...chciała bym uzyskać wyjaśnienie.
-Jak mnie mam jesteś tu pierwszy raz?-spojrzał na mnie a ja kiwnęłam głową-dlatego dałem ci to żebyś tu nie zginęła...ale nie pokazuj go bez powodu i się nie chwal,że go masz bo cię okradną i nigdy nie zostawiaj go w celi zawsze noś go przy sobie.
-Ok-kiwnęłam głową-dlaczego mi pomagasz?-nie uzyskałam odpowiedzi bo ochroniarz przyszedł zapiął kajdanki i mnie wprowadził.Przyprowadził mnie do celi i zdjął kajdanki,po czym popchną głębiej do celi.Przetarłam nadgarstki i weszłam głębiej.Odetchnęłam z ulga kiedy okazało się że w celi jestem sama.Opadłam na łóżko i patrzyłam się w sufit.Nie miałam co robić zapomniałam wsiąść sobie rzeczy.Nagle krata się otworzyła i szedł przez nią ten który mi pomógł,podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Nie wzięłaś nic ze sobą do więzienia-odparł
-Tak,nie pomyślałam o tym-powiedziałam
-Mogę ci coś załatwić jak...-nie dałam mu skończyć
-Miała bym prośbę-powiedziałam
-Jaką?-spytał
-Czy pojechał by pan do mnie przed dom i wziął torbę z rzeczami.
-Dobrze...ale żadnej broni
-Jak bym śmiała-zaśmiałam się a on się uśmiechną
-Zgoda-po tym słowie wyszedł i ochroniarz zamkną kratę od celi.Opadłam z powrotem na łóżko wkładając ręce za głowę.Włączyłam zegarek i połączyłam się z MOS.
-W czym ci mogę pomóc?
-Słuchaj niedługo przyjedzie pod dom mężczyzna ma wsiąść torbę z rzeczami,przygotuj mu ją,spakuj wszystko co potrzebne w więzieniu.
-Jest pani w więzieniu?-spytała zdziwiona
-Tak,ktoś na mnie zakapował
-Wpłacić kaucję?-spytała
-Nie,przydadzą mi się wakacje do przemyślenia całej tej sprawy,przy okazji torbę połóż przed drzwiami
-Dobrze i do zobaczenia-odparła
-Do zobaczenia-po czym się rozłączyłam.Włączyłam zegarek po czym położyłam głowę na poduszce,myślałam nad tym kto mógł na mnie zakapować,po dłuższym czasie namyśleń odpłynęłam w krainę morfeusza.
***
Obudziłam się i przeciągnęłam spojrzałam na godzinę po czym podparłam się na łokciach i rozglądnęłam.Torba leżała na szafce a cela wyglądała jakby nikt nie wchodził,więc wstałam i podeszłam do krat.W więzieniu było cicho może wszyscy śpią,znowu spojrzałam na zegarek 23:58 no nie dziwne że śpią.Zrobiłam się głodna,podeszłam do torby i wyjęłam wodę i spakowaną sałatkę usiadłam i zaczęłam jeść po czym znowu położyłam się spać...
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 5
wtorek, 25 lutego 2014
,,Love"-Rozdział 4
Po skoku rozeszli się bez słowa jak obrażeni,trudno-powiedziałam do siebie i skierowałam się do samochodu...
---------------------------------------------------------------------------------
Dojechałam do domu,otworzyłam drzwi i weszłam do pomieszczenia.Położyłam torebkę i skierowałam się do sypialni.Po czym udałam się do łazienki wzięłam prysznic i się umalowałam.Po skończeniu czynności wyszłam z łazienki i poszłam do sypialni.Stanęłam przed szafą i zaczęłam grzebać.Nagle usłyszałam syreny policyjne i podbiegłam do okna.Zobaczyłam wozy które staja przed moim domem.Szybko wyjęłam z szafy ubranie(takie) i się przebrałam.Po czym zeszłam na dół,usłyszałam:
-Proszę wyjść z rękami na głowie...i bez żadnych sztuczek.Westchnęłam i schowałam telefon po czym powiedziałam.
-Chroń dom puki mnie nie będzie,wpuszczaj tylko Aisze.
-Dobrze-odpowiedziała MOS.Po tych słowach wyszłam z domu na przeciwko policji.
-Ręce na głowę!-krzykną funkcjonariusz.Ja szłam dalej w ich kierunku.
-Ręce!!!-krzykną głośniej
-Dobra-powiedziałam zirytowana.W tym momencie podbiegli do mnie inni i zakuli w kajdanki po czym zaczęli prowadzić do samochodu.Wsadzili mnie do środka i zaczęliśmy się kierować na komendę.
***
Siedziałam na krześle skuta z tyłu kajdankami i czekałam,aż ktoś się szanowanie zjawi.Nagle drzwi się otworzyły i wszedł przez nie mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce,białym podkoszulku i dżinsach.Usiadł na krześle(tak).Westchną i odezwał się:
-No...co mi powiesz?
-A co mam mówić?-spytałam z sarkazmem.A on pochylił się do przodu.
-Co wiesz o morderstwie żony agenta Jamesa Bonda i czy to ty?-Po jego pytaniu pochyliłam się jak mogłam do przodu.
-Wiem że dostała piękną kulkę w klatkę piersiową i że ja to zrobiłam-wytłumaczyłam z uśmiechem
-I tak to spokojnie mówisz-odparł-Wiesz że dostaniesz dożywocie-wstał wkurzony
-Wiem-odparłam,uśmiech nie schodził z moich ust.
-Ty nie rozumiesz powagi sytuacji...nie wiesz co to jest siedzieć w więzieniu dla mężczyzny a co dopiero dla takiej słabej dziewczyny jak ty-chodził po pokoju w tę i na zad przede mną.
-Jakoś przeżyje-odparłam bez żadnej emocji.On pokręcił przecząco głową po czym odrzekł:
-Dostaniesz 9 lat...-spojrzał na mnie-za to że jesteś od niedawna pełnoletnia,jak i również dlatego że od razu się przyznałaś-skończył i wyszedł zamykając za sobą drzwi.Oparłam się o oparcie,po czym wszedł do pomieszczenia inny policjant i odpiął kajdanki żebym mogła wstać,po czym szybko je znowu zapiął.Wyprowadził mnie z pomieszczenia i weszliśmy do dużego bez barwnego pomieszczenia z ławkami. Od razu rozległy się stuki o kraty.Uśmiechnęła się pod nosem.Życie tu będzie rajem-powiedziałam do siebie.
Doszłam do pomieszczenia i klawisz(ochroniarz więzienny) otworzył drzwi po czym weszłam.W pomieszczeniu siedział ten facet co mnie przesłuchiwał,wstał i przeją mnie od klawisza.Po czym podszedł do szafy i wyją złożone ubranie(takie).
-Proszę-powiedział bez emocji. Wzięłam ubranie.On podszedł i zdjął kajdanki po czym się obrócił tyłem do mnie.A ja szybko się przebrałam i oddałam mu swoje ubrania a on schował ja na miejsce tamtych.Wyją z szafy nóż i mi go podał.Spojrzałam na niego zdziwiona.Dlaczego dał mi nóż?...
---------------------------------------------------------------------------------
Jest rozdział 4
---------------------------------------------------------------------------------
Dojechałam do domu,otworzyłam drzwi i weszłam do pomieszczenia.Położyłam torebkę i skierowałam się do sypialni.Po czym udałam się do łazienki wzięłam prysznic i się umalowałam.Po skończeniu czynności wyszłam z łazienki i poszłam do sypialni.Stanęłam przed szafą i zaczęłam grzebać.Nagle usłyszałam syreny policyjne i podbiegłam do okna.Zobaczyłam wozy które staja przed moim domem.Szybko wyjęłam z szafy ubranie(takie) i się przebrałam.Po czym zeszłam na dół,usłyszałam:
-Proszę wyjść z rękami na głowie...i bez żadnych sztuczek.Westchnęłam i schowałam telefon po czym powiedziałam.
-Chroń dom puki mnie nie będzie,wpuszczaj tylko Aisze.
-Dobrze-odpowiedziała MOS.Po tych słowach wyszłam z domu na przeciwko policji.
-Ręce na głowę!-krzykną funkcjonariusz.Ja szłam dalej w ich kierunku.
-Ręce!!!-krzykną głośniej
-Dobra-powiedziałam zirytowana.W tym momencie podbiegli do mnie inni i zakuli w kajdanki po czym zaczęli prowadzić do samochodu.Wsadzili mnie do środka i zaczęliśmy się kierować na komendę.
***
Siedziałam na krześle skuta z tyłu kajdankami i czekałam,aż ktoś się szanowanie zjawi.Nagle drzwi się otworzyły i wszedł przez nie mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce,białym podkoszulku i dżinsach.Usiadł na krześle(tak).Westchną i odezwał się:
-No...co mi powiesz?
-A co mam mówić?-spytałam z sarkazmem.A on pochylił się do przodu.
-Co wiesz o morderstwie żony agenta Jamesa Bonda i czy to ty?-Po jego pytaniu pochyliłam się jak mogłam do przodu.
-Wiem że dostała piękną kulkę w klatkę piersiową i że ja to zrobiłam-wytłumaczyłam z uśmiechem
-I tak to spokojnie mówisz-odparł-Wiesz że dostaniesz dożywocie-wstał wkurzony
-Wiem-odparłam,uśmiech nie schodził z moich ust.
-Ty nie rozumiesz powagi sytuacji...nie wiesz co to jest siedzieć w więzieniu dla mężczyzny a co dopiero dla takiej słabej dziewczyny jak ty-chodził po pokoju w tę i na zad przede mną.
-Jakoś przeżyje-odparłam bez żadnej emocji.On pokręcił przecząco głową po czym odrzekł:
-Dostaniesz 9 lat...-spojrzał na mnie-za to że jesteś od niedawna pełnoletnia,jak i również dlatego że od razu się przyznałaś-skończył i wyszedł zamykając za sobą drzwi.Oparłam się o oparcie,po czym wszedł do pomieszczenia inny policjant i odpiął kajdanki żebym mogła wstać,po czym szybko je znowu zapiął.Wyprowadził mnie z pomieszczenia i weszliśmy do dużego bez barwnego pomieszczenia z ławkami. Od razu rozległy się stuki o kraty.Uśmiechnęła się pod nosem.Życie tu będzie rajem-powiedziałam do siebie.
Doszłam do pomieszczenia i klawisz(ochroniarz więzienny) otworzył drzwi po czym weszłam.W pomieszczeniu siedział ten facet co mnie przesłuchiwał,wstał i przeją mnie od klawisza.Po czym podszedł do szafy i wyją złożone ubranie(takie).
-Proszę-powiedział bez emocji. Wzięłam ubranie.On podszedł i zdjął kajdanki po czym się obrócił tyłem do mnie.A ja szybko się przebrałam i oddałam mu swoje ubrania a on schował ja na miejsce tamtych.Wyją z szafy nóż i mi go podał.Spojrzałam na niego zdziwiona.Dlaczego dał mi nóż?...
---------------------------------------------------------------------------------
Jest rozdział 4
poniedziałek, 17 lutego 2014
,,Love"-Rozdział 3
Ale pech policja już była na miejscu...
---------------------------------------------------------------------------------
Próbowałam jakoś się wtopić ale wszyscy leżeli na ziemi i panikowali.
-Przepraszam?-powiedział jeden z funkcjonariuszy
-Yyy...tak-powiedziałam i się uśmiechałam
-Widziała może coś pani?-spytał
-Nie...a w jakiej sprawie?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Morderstwa żony agenta Jamesa Bonda-odpowiedział
-Nie,przykro mi-odprułam-ale wiem za to że próbował wynająć kogoś kto ją zamorduje
-Naprawdę?-zdziwił się
-Tak-powiedziałam bardzo poważnie.
-Zajmiemy się tym-oznajmił i odszedł.
-Heh,baran-powiedziałam do siebie i poszłam.Nagle zauważyłam chłopaków z którymi grałam w kosza.Siedzieli za panelem DJ-ja i coś gadali. Rozejrzałam się ostrożnie i skierowałam w ich kierunku.
-No co się chowacie?-powiedziała i się szyderczo uśmiechnęłam.
-My...yyy...znamy się-spytał loczek
-No chyba-powiedziałam
-No co ty Harry takiej laski nie poznajesz-powiedziała blondyn i się zaśmieli
-Serio-powiedziałam a oni przestali się śmiać-grałam z wami w kosza,pacany
-Serio?-zdziwił się Harry-I nie pacany
-A wolisz debile?-spytałam z ironią.A oni mega poważna mina.
-No dobra,grałam z wami w kosza chłopaki-powiedziałam-pasuje
-Tak-powiedział Harry i się uśmiechną objawiając dołeczki.
-No to co tu robicie?-spytałam
-Chowamy się nie widać-powiedziała w czarnych włosach
-A po co?-spytałam
-Powiem że mamy na pieńku z policją-odpowiedział znowu w czarnych włosach
-Ja też i co?-zrobiłam zdziwioną minę.A oni się na mnie spojrzeli.
-Na pewno nie mniejszy niż ja...
-Zayn-powiedział Zayn-Nazywam sie Zayn...a to jest Harry,Liam,Louis,Niall.
-Tak zostawmy takie szczególiki na później bo teraz trzeba z tond spadać.
-Czemu?-spytał Louis
-Bo nas zgarną z morderstwo suki Jamesa Bonda-powiedziałam
-Czemu przecież to nie my-powiedział Niall
-Wy nie,ale ja...-nie dokończyłam
-Zabiłaś żonę Jamesa Bonda-zdziwili się
-Ale za jaką kasę-powiedziałam
-Jak dużą?-spytali
-Nie ważne-powiedziałam-Musimy się stąd wydostać.
-No,ale jak-spytał się Liam-tu nie ma wyjścia tylniego
-Wiedzielibyśmy,w końcu to nasz klub-powiedział Harry i wskazał na siebie i Niall'a
-Aha-powiedziałam i się zamyśliłam.
-A przez okno-rzucił Liam
-Może,w garderobie widziałam jedno-powiedziałam
-No to chodźcie-powiedziałam.Wyjrzałam za róg.Cofnęłam się i spojrzałam na nich.
-Nie przejdziemy nie ma mowy,za dużo ich-powiedziałam-Chyba że...
-Chyba że...-powiedzieli
-Ciiii!!-warknęłam.Spojrzałam lekko na paletę,włożyłam płytę
-Ale...-powiedzieli,ale ja nie odpowiedziałam.Umiałam tańczyć jak bogini,o ile one tańczą.Przy obrocie zobaczyłam że przechodzą to zaczęłam powoli kończyć i kierować się za Zayn'em bo szedł ostatni do garderoby.Po zamknięciu drzwi o parłam sie o nie.
-Mało brakowało-powiedziałam. Niall podszedł do pani Bond a ona w jednej chwili wziewa wdech.A on wrzasną jak dziewczyna i się odsuną a ja strzeliłam z 2 razy.Przechodząc koło niego powiedziałam
-Baba-a on nic nie powiedział,podeszłam do okna i otworzyłam.
-Nie jest wysoko-powiedziałam i zdjęłam buty po czym zeskoczyłam oni za mną.Po skoku rozeszli się bez słowa jak obrażeni,trudno-powiedziałam do siebie i skierowałam się do samochodu...
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 3 :)
---------------------------------------------------------------------------------
Próbowałam jakoś się wtopić ale wszyscy leżeli na ziemi i panikowali.
-Przepraszam?-powiedział jeden z funkcjonariuszy
-Yyy...tak-powiedziałam i się uśmiechałam
-Widziała może coś pani?-spytał
-Nie...a w jakiej sprawie?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Morderstwa żony agenta Jamesa Bonda-odpowiedział
-Nie,przykro mi-odprułam-ale wiem za to że próbował wynająć kogoś kto ją zamorduje
-Naprawdę?-zdziwił się
-Tak-powiedziałam bardzo poważnie.
-Zajmiemy się tym-oznajmił i odszedł.
-Heh,baran-powiedziałam do siebie i poszłam.Nagle zauważyłam chłopaków z którymi grałam w kosza.Siedzieli za panelem DJ-ja i coś gadali. Rozejrzałam się ostrożnie i skierowałam w ich kierunku.
-No co się chowacie?-powiedziała i się szyderczo uśmiechnęłam.
-My...yyy...znamy się-spytał loczek
-No chyba-powiedziałam
-No co ty Harry takiej laski nie poznajesz-powiedziała blondyn i się zaśmieli
-Serio-powiedziałam a oni przestali się śmiać-grałam z wami w kosza,pacany
-Serio?-zdziwił się Harry-I nie pacany
-A wolisz debile?-spytałam z ironią.A oni mega poważna mina.
-No dobra,grałam z wami w kosza chłopaki-powiedziałam-pasuje
-Tak-powiedział Harry i się uśmiechną objawiając dołeczki.
-No to co tu robicie?-spytałam
-Chowamy się nie widać-powiedziała w czarnych włosach
-A po co?-spytałam
-Powiem że mamy na pieńku z policją-odpowiedział znowu w czarnych włosach
-Ja też i co?-zrobiłam zdziwioną minę.A oni się na mnie spojrzeli.
-Na pewno nie mniejszy niż ja...
-Zayn-powiedział Zayn-Nazywam sie Zayn...a to jest Harry,Liam,Louis,Niall.
-Tak zostawmy takie szczególiki na później bo teraz trzeba z tond spadać.
-Czemu?-spytał Louis
-Bo nas zgarną z morderstwo suki Jamesa Bonda-powiedziałam
-Czemu przecież to nie my-powiedział Niall
-Wy nie,ale ja...-nie dokończyłam
-Zabiłaś żonę Jamesa Bonda-zdziwili się
-Ale za jaką kasę-powiedziałam
-Jak dużą?-spytali
-Nie ważne-powiedziałam-Musimy się stąd wydostać.
-No,ale jak-spytał się Liam-tu nie ma wyjścia tylniego
-Wiedzielibyśmy,w końcu to nasz klub-powiedział Harry i wskazał na siebie i Niall'a
-Aha-powiedziałam i się zamyśliłam.
-A przez okno-rzucił Liam
-Może,w garderobie widziałam jedno-powiedziałam
-No to chodźcie-powiedziałam.Wyjrzałam za róg.Cofnęłam się i spojrzałam na nich.
-Nie przejdziemy nie ma mowy,za dużo ich-powiedziałam-Chyba że...
-Chyba że...-powiedzieli
-Ciiii!!-warknęłam.Spojrzałam lekko na paletę,włożyłam płytę
Carolina Marquez i włączyłam,,Get on the floor"
Muzyka rozległa na cały klub.
-Ja ich zajmę a wy do garderoby-powiedziałam i wyszłam.-Ale...-powiedzieli,ale ja nie odpowiedziałam.Umiałam tańczyć jak bogini,o ile one tańczą.Przy obrocie zobaczyłam że przechodzą to zaczęłam powoli kończyć i kierować się za Zayn'em bo szedł ostatni do garderoby.Po zamknięciu drzwi o parłam sie o nie.
-Mało brakowało-powiedziałam. Niall podszedł do pani Bond a ona w jednej chwili wziewa wdech.A on wrzasną jak dziewczyna i się odsuną a ja strzeliłam z 2 razy.Przechodząc koło niego powiedziałam
-Baba-a on nic nie powiedział,podeszłam do okna i otworzyłam.
-Nie jest wysoko-powiedziałam i zdjęłam buty po czym zeskoczyłam oni za mną.Po skoku rozeszli się bez słowa jak obrażeni,trudno-powiedziałam do siebie i skierowałam się do samochodu...
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 3 :)
,,Love"-Rozdział 2
A sędzia wyrzucił piłkę.I mecz się zaczął...
---------------------------------------------------------------------------------
Podeszłam do linii i zdjęłam bluzę po czym rzuciłam ją na torbę.Podbiegłam do Aiszy bo przeciwnicy mieli piłkę.
-No to kryjesz przystojniaka-powiedziałam
-Dlaczego ja?-spytała
-Ja wybijałam,ty bronisz-odparłam i zaczęłam iść w kierunku przeciwnej drużyny.
-No,ale chwila...nie rób mi tego-powiedziała
-Czemu przecież ci się podoba?-spytałam
-No ale on jest taki że zaraz mnie przewróci-odparła
-No to uważaj-powiedziałam i zaczęłam iść w stronę Lil'a
-Bronisz mnie?-spytał z kpiną w głosie
-Tak-odparłam-a coś się nie podoba
-Nie tylko uważaj-powiedział
-Czemu mam uważać?-spytałam z ironią
-Bo zrobię ci krzywdę-odparł i się uśmiechną szyderczo
-O mnie nie musisz się martwić...lepiej o siebie-od pyszczyłam.Przyglądałam sie tak jak piłka wędruje p boisku.Nagle Lil sie ruszył i zaczął biec w bok. Gdy się zorientowałam zaczęłam biec za nim.W tym czasie loczek żuci do niego piłkę.
-O nie,nie ma mowy-rozpędziłam się i moje najlepsze szczęście na świecie przejęłam piłkę i zaczęłam dążyć z nią w stronę kosza.Nagle koło mnie zrobił się tłum.Aisza była gdzieś z boku.Zatrzymałam sie i wyrzuciłam na ślepo piłkę.Bo mi zasłaniali,byłam mniejsza od nich.Gdy już zaczęłam coś widzieć Aisza biegła z piłką.Wszyscy się tępo gapili,a ja skorzystałam i wyminęłam ich.Aisza rzuciła ale piłka uderzyła tarcze. Przejęłam i zrobiłam efektowny pierwszy w moim życiu wsad d kosza.Gdy już zeskoczyłam,Aisza d mnie podbiegła.
-O mój boże!-odparła-Zrobiłaś wsad
-No wiem-odparłam z dumą
-Brawo-powiedział Lil który właśnie podszedł-To było mega
-No wiesz-odpowiedziałam-Ja jestem znana z robienia wielkich rzeczy
-No wiadomo-odparł Lil.W tym czasie mój zegarek zabrzęczał,dzwoniła MOS.
-Zaraz muśże odebrać-powiedziałam i odeszłam kawałek.Po czym odebrałam.
-Tak?-spytałam
-Dzwonił jakiś mężczyzna z propozycją zlecenia,powiedziałam że się zapytam-odparła
-Dobra a o której chce sie spotkać?-spytałam
-O 16:00 w klubie Naisza-odparła
-Dobra-powiedziałam i spojrzałam na godzinę-będę
-Dobrze przekaże-powiedziała i się rozłączyła.Była 15:15 musiałam sie zbierać.Podbiegłam do Aiszy.
-Słuchaj mam spotkanie muszę lecieć-powiedziała
-Znowu?-spytała zrezygnowana
-Tak-odparłam
-No dobra przełożymy mecz na inny dzień-odpowiedziała
-Dzięki-powiedziałam i wzięłam torbę-zdzwonimy się-odparłam i się z nią przytuliłam.Po czym zaczęłam iść w stronę wyjście.
-Nie daj się zabić!!!-krzyknęła za mną,a ja jej pomachałam.Doszłam do samochodu rzuciłam torbę i szybko wsiadłam.Ruszyłam i wyjechałam z parkingu.Jechałam jakieś 10 min. bo barda sie spieszyłam.Wparowałam do domu jak burza i rzuciłam torbę przy drzwiach.Pobiegłam na górę.Weszłam do sypialni i skierowałam sie do łazienki.Nacisnęłam guzik i w jednej chwili pojawiło się wszystko co było mi teraz potrzebne.Weszłam pod prysznic i sie opłukałam.Szybko wyszłam zrobiłam makijaż(oczy,usta),rozpuściłam włosy i wybiegłam z łazienki w biegłam do sypialni i otworzyłam szafę wyjęłam sukienkę(taką) i się szybko przebrałam.Schowałam dwa pistolety(tak).I zbiegłam na dół po schodach.Schowałam klucze i telefon p czym szybko wyszłam.Otworzyłam garaż i wsiadłam do samochodu(taki,taki).Odpaliłam i na piskach ruszyłam.
***
Zaparkowałam samochód i wysiadłam.Skierowałam się do wejścia.
-Imię?-spytał ochroniarz
-Martina-odpowiedziałam
-Bardzo nie typowe,ale jest-odparł-proszę-i mnie przepuścił.Weszłam i poczułam zapach alkoholu i potu.Weszłam głębiej do pomieszczenia.
-Pani Martina?-usłyszałam za sobą i się obróciłam.Zobaczyłam mężczyznę w garniturze(taki)
-Tak-odpowiedziałam.
-Miło poznać-odparł i podał mi rękę(o tak)
-Ale pan elegancki-odparłam
-Zawsze-powiedział i się uśmiechną-Zapraszam-skierował rękę w stronę drzwi.
-Dziękuję-oparłam i zaczęłam kierować sie do drzwi.Po wejściu do pomieszczenia(widok z dołu,stoły i kanapy).Usiadłam a mężczyzna p przeciwnej stronie.
-Pan zna moje imię,ale ja pańskiego nie-odparłam
-No tak zapomniał bym...nazywam się Bond James Bond-odparł-jestem agentem
-T skoro jest pan agentem,czemu nie może pan załatwić swojej sprawy sam...oczywiście to dla mnie żaden problem ,ale tylko chcę wiedzieć-wytłumaczyłam sie
-Po prostu mnie tu znają i mógłbym stracić pracę przez coś takiego-odparł
-Aha-zamyśliłam się-a co to za zadanie?
-Prosił bym o zlikwidowanie pewnej kobiety-pokazał zdjęcie(taka)-ma na na pieńku ze mną i z prawem...
-Z panem?-zdziwiłam się
-Yyy...tak to moja była-odparł zakłopotany
-Aha...to zrozumiałe-odparłam a on sie zdziwił-wiele mężczyzn ma na pieńku ze swoimi eks-wytłumaczyłam sie
-No tak...zależało by mi na załatwieniu tego teraz-odparł
-Oczywiście...-nie skończyłam bo mi przerwał
-Proszę za mną...-wstał i podszedł do szyby-oto ona wskazał(tak tańczyła na scenie).
-Aha-zamyśliłam sie-więc mam ją skasować teraz i tu?
-Tak-odparł-To żaden problem?-spytał bo zauważył że rozglądam się po sali,wyrwana zza myśleń odparłam
-Nie skąd żaden-wytłumaczyłam się-załatwię to jeszcze dzisiaj-powiedziałam i się uśmiechnęłam.Po czym skierowałam się do wyjścia.Musze wymyślić jak t zrobić.
-Chwilka...-zatrzymał mnie
-Tak-spytałam
-Jak masz zamiar to zrobić?-spytał
-Nie wiem jeszcze?-odparłam-może wyjdę krzyknę ręce do góry,strzele w sufit i najprościej ją zastrzelę
-Pójdziesz do więzienia-powiedział
-Dlaczego?-spytałam
-Mają tu nie lada ochronę wystarczy że padnie strzał a już policja będzie w drodze.
-To wpłacę kaucje-wzruszyłam ramionami
-Nie...za morderstwo nie można wpłacić kaucji-odparł
-Aha...to jak mam to zrobić?-spytałam
-Spróbuj tak jak chciałaś,ale nie daj sie złapać-podpowiedział
-Ok...-powiedziałam i wyszłam.Szłam korytarzem aż weszłam do sali,rozejrzałam sie i zeszłam po schodach. Postawiłam zmienić plan.Poczekałam aż cel zejdzie ze sceny i podejdzie do baru po drinka i tak właśnie zrobiła .Zaczęłam iść w jej kierunku.Odpędziłam mężczyzn krzątających się koło niej.
-Śliczny taniec-pochwaliłam
-Ooo...dziękuję ale takie tam wymachy
-Ta...ma pani ochotę na drinka taki taniec trzeba uczcić,ja stawiam
-O dziękuję bardzo jesteś miła-podziękowała.A ja zamówiłam jej i sobie drinka.Rozmawiałyśmy tak o czymś i o niczym przez 2 godz. potem ona zaproponowała że mi pokaże swoją garderobę gdzie zazwyczaj siedzi,zgodziłam się bo przynajmniej nikt by nie widział jak umiera.Poszłyśmy do garderoby i weszłyśmy do środka.
-Miło się z panią gadało-odparłam
-Ale jak to,już idziesz a tak nam sie dobrze rozmawiało-zasmuciła się
-Ja...ja nigdzie nie idę-odparłam a ona zrobiła zdziwioną minę-ale ty tak-powiedziałam i strzeliłam.Ona opadła na ziemie ciężko oddychając.
-Pozdrowienia od Jamesa...-powiedziałam i już chciałam wychodzić-i do zobaczenia w piekle-po tych słowach wyszłam,zamykając za za sobą drzwi.Schowałam szybko broń na miejsce i weszłam na sale.Ale pech policja już była na miejscu...
---------------------------------------------------------------------------------
Długi rozdział 2 :)
---------------------------------------------------------------------------------
Podeszłam do linii i zdjęłam bluzę po czym rzuciłam ją na torbę.Podbiegłam do Aiszy bo przeciwnicy mieli piłkę.
-No to kryjesz przystojniaka-powiedziałam
-Dlaczego ja?-spytała
-Ja wybijałam,ty bronisz-odparłam i zaczęłam iść w kierunku przeciwnej drużyny.
-No,ale chwila...nie rób mi tego-powiedziała
-Czemu przecież ci się podoba?-spytałam
-No ale on jest taki że zaraz mnie przewróci-odparła
-No to uważaj-powiedziałam i zaczęłam iść w stronę Lil'a
-Bronisz mnie?-spytał z kpiną w głosie
-Tak-odparłam-a coś się nie podoba
-Nie tylko uważaj-powiedział
-Czemu mam uważać?-spytałam z ironią
-Bo zrobię ci krzywdę-odparł i się uśmiechną szyderczo
-O mnie nie musisz się martwić...lepiej o siebie-od pyszczyłam.Przyglądałam sie tak jak piłka wędruje p boisku.Nagle Lil sie ruszył i zaczął biec w bok. Gdy się zorientowałam zaczęłam biec za nim.W tym czasie loczek żuci do niego piłkę.
-O nie,nie ma mowy-rozpędziłam się i moje najlepsze szczęście na świecie przejęłam piłkę i zaczęłam dążyć z nią w stronę kosza.Nagle koło mnie zrobił się tłum.Aisza była gdzieś z boku.Zatrzymałam sie i wyrzuciłam na ślepo piłkę.Bo mi zasłaniali,byłam mniejsza od nich.Gdy już zaczęłam coś widzieć Aisza biegła z piłką.Wszyscy się tępo gapili,a ja skorzystałam i wyminęłam ich.Aisza rzuciła ale piłka uderzyła tarcze. Przejęłam i zrobiłam efektowny pierwszy w moim życiu wsad d kosza.Gdy już zeskoczyłam,Aisza d mnie podbiegła.
-O mój boże!-odparła-Zrobiłaś wsad
-No wiem-odparłam z dumą
-Brawo-powiedział Lil który właśnie podszedł-To było mega
-No wiesz-odpowiedziałam-Ja jestem znana z robienia wielkich rzeczy
-No wiadomo-odparł Lil.W tym czasie mój zegarek zabrzęczał,dzwoniła MOS.
-Zaraz muśże odebrać-powiedziałam i odeszłam kawałek.Po czym odebrałam.
-Tak?-spytałam
-Dzwonił jakiś mężczyzna z propozycją zlecenia,powiedziałam że się zapytam-odparła
-Dobra a o której chce sie spotkać?-spytałam
-O 16:00 w klubie Naisza-odparła
-Dobra-powiedziałam i spojrzałam na godzinę-będę
-Dobrze przekaże-powiedziała i się rozłączyła.Była 15:15 musiałam sie zbierać.Podbiegłam do Aiszy.
-Słuchaj mam spotkanie muszę lecieć-powiedziała
-Znowu?-spytała zrezygnowana
-Tak-odparłam
-No dobra przełożymy mecz na inny dzień-odpowiedziała
-Dzięki-powiedziałam i wzięłam torbę-zdzwonimy się-odparłam i się z nią przytuliłam.Po czym zaczęłam iść w stronę wyjście.
-Nie daj się zabić!!!-krzyknęła za mną,a ja jej pomachałam.Doszłam do samochodu rzuciłam torbę i szybko wsiadłam.Ruszyłam i wyjechałam z parkingu.Jechałam jakieś 10 min. bo barda sie spieszyłam.Wparowałam do domu jak burza i rzuciłam torbę przy drzwiach.Pobiegłam na górę.Weszłam do sypialni i skierowałam sie do łazienki.Nacisnęłam guzik i w jednej chwili pojawiło się wszystko co było mi teraz potrzebne.Weszłam pod prysznic i sie opłukałam.Szybko wyszłam zrobiłam makijaż(oczy,usta),rozpuściłam włosy i wybiegłam z łazienki w biegłam do sypialni i otworzyłam szafę wyjęłam sukienkę(taką) i się szybko przebrałam.Schowałam dwa pistolety(tak).I zbiegłam na dół po schodach.Schowałam klucze i telefon p czym szybko wyszłam.Otworzyłam garaż i wsiadłam do samochodu(taki,taki).Odpaliłam i na piskach ruszyłam.
***
Zaparkowałam samochód i wysiadłam.Skierowałam się do wejścia.
-Imię?-spytał ochroniarz
-Martina-odpowiedziałam
-Bardzo nie typowe,ale jest-odparł-proszę-i mnie przepuścił.Weszłam i poczułam zapach alkoholu i potu.Weszłam głębiej do pomieszczenia.
-Pani Martina?-usłyszałam za sobą i się obróciłam.Zobaczyłam mężczyznę w garniturze(taki)
-Tak-odpowiedziałam.
-Miło poznać-odparł i podał mi rękę(o tak)
-Ale pan elegancki-odparłam
-Zawsze-powiedział i się uśmiechną-Zapraszam-skierował rękę w stronę drzwi.
-Dziękuję-oparłam i zaczęłam kierować sie do drzwi.Po wejściu do pomieszczenia(widok z dołu,stoły i kanapy).Usiadłam a mężczyzna p przeciwnej stronie.
-Pan zna moje imię,ale ja pańskiego nie-odparłam
-No tak zapomniał bym...nazywam się Bond James Bond-odparł-jestem agentem
-T skoro jest pan agentem,czemu nie może pan załatwić swojej sprawy sam...oczywiście to dla mnie żaden problem ,ale tylko chcę wiedzieć-wytłumaczyłam sie
-Po prostu mnie tu znają i mógłbym stracić pracę przez coś takiego-odparł
-Aha-zamyśliłam się-a co to za zadanie?
-Prosił bym o zlikwidowanie pewnej kobiety-pokazał zdjęcie(taka)-ma na na pieńku ze mną i z prawem...
-Z panem?-zdziwiłam się
-Yyy...tak to moja była-odparł zakłopotany
-Aha...to zrozumiałe-odparłam a on sie zdziwił-wiele mężczyzn ma na pieńku ze swoimi eks-wytłumaczyłam sie
-No tak...zależało by mi na załatwieniu tego teraz-odparł
-Oczywiście...-nie skończyłam bo mi przerwał
-Proszę za mną...-wstał i podszedł do szyby-oto ona wskazał(tak tańczyła na scenie).
-Aha-zamyśliłam sie-więc mam ją skasować teraz i tu?
-Tak-odparł-To żaden problem?-spytał bo zauważył że rozglądam się po sali,wyrwana zza myśleń odparłam
-Nie skąd żaden-wytłumaczyłam się-załatwię to jeszcze dzisiaj-powiedziałam i się uśmiechnęłam.Po czym skierowałam się do wyjścia.Musze wymyślić jak t zrobić.
-Chwilka...-zatrzymał mnie
-Tak-spytałam
-Jak masz zamiar to zrobić?-spytał
-Nie wiem jeszcze?-odparłam-może wyjdę krzyknę ręce do góry,strzele w sufit i najprościej ją zastrzelę
-Pójdziesz do więzienia-powiedział
-Dlaczego?-spytałam
-Mają tu nie lada ochronę wystarczy że padnie strzał a już policja będzie w drodze.
-To wpłacę kaucje-wzruszyłam ramionami
-Nie...za morderstwo nie można wpłacić kaucji-odparł
-Aha...to jak mam to zrobić?-spytałam
-Spróbuj tak jak chciałaś,ale nie daj sie złapać-podpowiedział
-Ok...-powiedziałam i wyszłam.Szłam korytarzem aż weszłam do sali,rozejrzałam sie i zeszłam po schodach. Postawiłam zmienić plan.Poczekałam aż cel zejdzie ze sceny i podejdzie do baru po drinka i tak właśnie zrobiła .Zaczęłam iść w jej kierunku.Odpędziłam mężczyzn krzątających się koło niej.
-Śliczny taniec-pochwaliłam
-Ooo...dziękuję ale takie tam wymachy
-Ta...ma pani ochotę na drinka taki taniec trzeba uczcić,ja stawiam
-O dziękuję bardzo jesteś miła-podziękowała.A ja zamówiłam jej i sobie drinka.Rozmawiałyśmy tak o czymś i o niczym przez 2 godz. potem ona zaproponowała że mi pokaże swoją garderobę gdzie zazwyczaj siedzi,zgodziłam się bo przynajmniej nikt by nie widział jak umiera.Poszłyśmy do garderoby i weszłyśmy do środka.
-Miło się z panią gadało-odparłam
-Ale jak to,już idziesz a tak nam sie dobrze rozmawiało-zasmuciła się
-Ja...ja nigdzie nie idę-odparłam a ona zrobiła zdziwioną minę-ale ty tak-powiedziałam i strzeliłam.Ona opadła na ziemie ciężko oddychając.
-Pozdrowienia od Jamesa...-powiedziałam i już chciałam wychodzić-i do zobaczenia w piekle-po tych słowach wyszłam,zamykając za za sobą drzwi.Schowałam szybko broń na miejsce i weszłam na sale.Ale pech policja już była na miejscu...
---------------------------------------------------------------------------------
Długi rozdział 2 :)
niedziela, 16 lutego 2014
,,Love"-Rozdział 1
*Martina
Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez okno.Otworzyłam oczy i podparłam się na łokciach.Po czym wstałam i powędrowałam do kuchni.Miałam blisko bo spałam w ubraniu na kanapie.
Weszłam do pomieszczenia i otworzyłam lodówkę,rozległ się głos:
-Co chcesz dzisiaj zjeść?
-Nie wiem MOS,a co mi podasz?-spytałam
-Sałatkę-odpowiedziała(MOS to taki komputer-dom)
-Ok-odpowiedziałam po czym usiadłam przy wysepce(kuchnia).Po 5 minutach miałam przed sobą śniadanie i sok pomarańczowy.Gdy skończyłam posiłek udałam się do sypialni(taka).Podeszłam do szafy i żucia mi sie w oczy torba ze strojem do gry w kosza.Podeszłam do pułki i wzięłam telefon wybrałam numer Aiszy.
-Hej-powiedziałam
-Siemka,co tam?-spytała
-Nic,dzwonie bo może byś chciała zaliczyć rundkę w kosza.
-Pewnie,że bym chciała-odparła-załatwię nam drożynę i przeciwników
-Ok
-No to widzimy się na boisku za 15 min.-odparła
-Ok,no to do zobaczenia-powiedziałam
-Pa-odpowiedziała i się rozłączyła.Odłożyłam telefon i wyjęłam torbę ze strojem.Po czym poszłam do łazienki i się przebrałam(strój),zrobiłam makijaż i wyszłam włożyłam do torby zapasowe ubranie i telefon.Po czym szybko zbiegłam do holu wzięłam kluczyki do samochodu i krzyknęłam:
-Zamknij za mną-i skierowałam się do drzwi.
-Dobrze zamknę-odpowiedziała MOS.A ja wyszłam i skierowałam się do samochodu(taki).Wrzuciłam torbę na tylnie siedzenie i wsiadłam po czym odpaliłam silnik i ruszyłam.Wyjechałam z posesji i wyjechałam na drogę.
Jechałam jakieś 15 min.Dojechałam na miejsce.Wysiadłam,wzięłam torbę i skierowałam się na boisko.
-No Martina,ile można był czekać na ciebie.-powiedziała Lil
-Będziesz z nami grał?-spytałam
-Tak-powiedział i się uśmiechną.A ja spojrzałam zdziwiona na Aisze(strój)
-No co?-spytała
-Nic,nic...z kim jestem w drużynie?-spytałam
-Ze mną oczywiście-powiedziała
-Ok-powiedziałam
-No i jeszcze z nim-wskazała na chłopaka z czarnymi włosami-no i z nim-wskazała na tego z burzą włosów które nie widziały szczotki do włosów.-Lil jest z tym blondynem,loczkiem i tym przystojniakiem-powiedziała i wskazała na chłopaka w białej koszulce
-Skoro ci się podoba czemu go nie wybrałaś?-spytałam zdziwiona
-Bo tylko by mnie rozpraszał -powiedziała i ruszyła na boisk bo sędzia krzykną że zaczynamy.
-Martina wybijasz-powiedziała Aisza
-Czemu ja-spytałam
-Bo robisz to najlepiej-powiedziała
-Ale nie jestem najwyższa,oni są wyżsi-powiedziałam i wskazałam ręką na chłopaków
-Nie marudź-powiedziała i popchnęła mnie w stronę linii. Westchnęłam i ustawiłam sie na właściwym miejscu.A sędzia wyrzucił piłkę.I mecz sie zaczą...
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 1 :)
Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez okno.Otworzyłam oczy i podparłam się na łokciach.Po czym wstałam i powędrowałam do kuchni.Miałam blisko bo spałam w ubraniu na kanapie.
Weszłam do pomieszczenia i otworzyłam lodówkę,rozległ się głos:
-Co chcesz dzisiaj zjeść?
-Nie wiem MOS,a co mi podasz?-spytałam
-Sałatkę-odpowiedziała(MOS to taki komputer-dom)
-Ok-odpowiedziałam po czym usiadłam przy wysepce(kuchnia).Po 5 minutach miałam przed sobą śniadanie i sok pomarańczowy.Gdy skończyłam posiłek udałam się do sypialni(taka).Podeszłam do szafy i żucia mi sie w oczy torba ze strojem do gry w kosza.Podeszłam do pułki i wzięłam telefon wybrałam numer Aiszy.
-Hej-powiedziałam
-Siemka,co tam?-spytała
-Nic,dzwonie bo może byś chciała zaliczyć rundkę w kosza.
-Pewnie,że bym chciała-odparła-załatwię nam drożynę i przeciwników
-Ok
-No to widzimy się na boisku za 15 min.-odparła
-Ok,no to do zobaczenia-powiedziałam
-Pa-odpowiedziała i się rozłączyła.Odłożyłam telefon i wyjęłam torbę ze strojem.Po czym poszłam do łazienki i się przebrałam(strój),zrobiłam makijaż i wyszłam włożyłam do torby zapasowe ubranie i telefon.Po czym szybko zbiegłam do holu wzięłam kluczyki do samochodu i krzyknęłam:
-Zamknij za mną-i skierowałam się do drzwi.
-Dobrze zamknę-odpowiedziała MOS.A ja wyszłam i skierowałam się do samochodu(taki).Wrzuciłam torbę na tylnie siedzenie i wsiadłam po czym odpaliłam silnik i ruszyłam.Wyjechałam z posesji i wyjechałam na drogę.
Jechałam jakieś 15 min.Dojechałam na miejsce.Wysiadłam,wzięłam torbę i skierowałam się na boisko.
-No Martina,ile można był czekać na ciebie.-powiedziała Lil
-Będziesz z nami grał?-spytałam
-Tak-powiedział i się uśmiechną.A ja spojrzałam zdziwiona na Aisze(strój)
-No co?-spytała
-Nic,nic...z kim jestem w drużynie?-spytałam
-Ze mną oczywiście-powiedziała
-Ok-powiedziałam
-No i jeszcze z nim-wskazała na chłopaka z czarnymi włosami-no i z nim-wskazała na tego z burzą włosów które nie widziały szczotki do włosów.-Lil jest z tym blondynem,loczkiem i tym przystojniakiem-powiedziała i wskazała na chłopaka w białej koszulce
-Skoro ci się podoba czemu go nie wybrałaś?-spytałam zdziwiona
-Bo tylko by mnie rozpraszał -powiedziała i ruszyła na boisk bo sędzia krzykną że zaczynamy.
-Martina wybijasz-powiedziała Aisza
-Czemu ja-spytałam
-Bo robisz to najlepiej-powiedziała
-Ale nie jestem najwyższa,oni są wyżsi-powiedziałam i wskazałam ręką na chłopaków
-Nie marudź-powiedziała i popchnęła mnie w stronę linii. Westchnęłam i ustawiłam sie na właściwym miejscu.A sędzia wyrzucił piłkę.I mecz sie zaczą...
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 1 :)
,,Love"-Bohaterwie
Bohaterowie
Martina Noisy-ma 17 lat,mieszka w Londynie,jej rodzice zostali zamordowani na zlecenie czym dowiedziała się 2 tygodnie po tragedii.Przyjaciółka Aiszy.
Aisza Lemon-ma 17 lat,mieszka w Londynie,jej rodzice ją porzucili.Przyjaciółka Martiny.Także zabija dla kasy i zabawy.
Zayn Malik-ma 20 lat,mieszka w Londynie.Płatny zabójca,prowadzi studio tatułażu.Gra w koszykówkę.
Niall Horan-ma 20 lat,mieszka w Londynie.Płatny zabójca,ma własny klub z Harrym.Gra w koszykówkę.
Harry Styles-ma 20 lat,mieszka w Londynie.Płatny zabójca,prowadzi klub z Niall'em.Gra w koszykówkę.
Liam Payne-ma 20 lat,mieszka w Londynie.Płatny zabójca,DJ-w klubie Niall'a.Gra w koszykówkę.

Louis Tomlinson-ma 21 lat,mieszka w Londynie.Płatny zabójca,DJ-w klubie Niall'a.Gra w koszykówkę.
Lil Wayne-ma 25 lat,mieszka w Londynie.Przyjaciel Martiny i Aiszy.Zarabia mega kasę,zleca Martinie zabójstwa i jej za to płaci.Gra w koszykówkę.
sobota, 15 lutego 2014
Podtekst-,,Love"
Ten blog będzie prowadzony w rodzaju pamiętnika.Będzie o dziewczynie 17-sto letniej.Która straciła rodziców,więc z tego powodu postanawia zabijać.Ale ,że to jej pieniędzy nie da postanawia to robić w postaci zleceń.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

