czwartek, 6 marca 2014

,,Love"-Rozdział 7

Trochę się nie fajnie zachowałam zostawiając Aisze ale musiałam się poważnie zastanowić na dym jej związkiem.
---------------------------------------------------------------------------------
***
Minęły 2 lata,a po tym wyjściu i zostawieniu Aiszy już do mnie więcej nie przychodziła.Znowu leżałam na łóżku.Nagle zadzwonił mój zegarek,to była MOS,odebrałam:
-Co chciałaś?-spytałam
-Chciałam się spytać czy pozwoliłaś Aiszy grzebać po szafkach w domu?-oznajmiła pytająco
-Nie nie pozwoliłam-usiadłam na łóżku zdziwiona
-No bo ona właśnie to robi...chwila właśnie wychodzi-odpowiedziała MOS
-Pozwól jej wyjść i sprawdź co zabrała...a i przygotuj mi strój na wyjście ten wiesz co lubię w miarę szybko i schowaj w krzakach-oznajmiłam-Wyśle faceta po nie
-Dobrze,a Aisza zabrała...-nie dokończyła bo coś się rozłączyło
-MOS odezwij się!!,MOS!!!..MOS!!-krzyczałam
-Cisza-warkną strażnik.Spojrzałam w stronę krat bardzo zła.Strażnik spojrzał w moją i wystraszył się.Musiałam mieć taka minę i śmierć w oczach,że mało go nie zabiłam,wzrokiem.Mężczyzna obrócił się do mnie tyłem i odetchną.Westchnęłam,spojrzałam na zegarek,był wyłączony.To był zły znak,ale co ja mogę w tej sytuacji zrobić.Jak z tą wyjdę zabije tego kto ją wyłączył,nawet jak to będzie Aisza.Nagle drzwi celi się otworzyły i wszedł przez nie On,miał na sobie to samo ubranie co na przesłuchaniu.Spojrzałam na niego.
-Co się stało?-spytał
-Nic-warknęłam
-Po warknięciu sadzę,że wręcz przeciwnie-odparł
-A wszystko się wali,a ja siedzę tutaj i nie mogę nic zrobić.
-Nie długo wyjdziesz-pocieszył mnie
-Ok,a...miała bym prośbę-odpowiedziałam
-Jaką?-spytał patrząc się przed siebie na ścianę
-Mógł byś mi przywieźć torbę z ubraniem?-spytałam
-Ok,a gdzie będzie?-spytał
-Przed domem-powiedziałam a on wstał i miał wchodzić-to ubranie ubiorę jak będę wychodzić
Kiwną głową i wyszedł.Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać.Myślałam tak zacięcie,że bardzo szybko zasnęłam.
***
Zostały mi tylko 2 dni i wychodzę.Myślałam że będzie gorzej...i było nie spałam prawie 4 tygodnie bo martwiłam się co z domem i MOS.Obudziłam się uśmiechnięta i podeszłam do krat.
-Kiedy śniadanie?-spytałam strażnika
-Za 20 min.-odparł
-Ok,dzięki-uśmiechnęłam się.Podeszłam do torby i wyjęłam MP4-ke.
***
Siedziałam i jadłam.Oczywiście siedziałam sama nie lubiłam z nikim siedzieć.Po skończeniu posiłku poszłam i oddałam tace po czym skierowałam się do celi.Na czas śniadania Cele są otwarte i nie zamykane.Usiałam na łóżku i po chwili weszli do mojej celi paczka której boja się wszyscy w więzieniu.Spojrzałam w ich stronę.
-No cześć-powiedział jeden z nich i usiadł koło mnie(to on)
-Cześć-powiedziałam bez emocji
-Nie widziałam cie tutaj ślicznotko-odpowiedział
-Serio?-spytałam i się do nie go odwróciłam-Siedzę już 8 lat 12 miesięcy i 29 dni
-Naprawdę?-zdziwił się-Taka ślicznotka a ja jej nie zauważyłem-powiedział i zaśmiał się do reszty chłopaków z bandy.
-Mnie to nie śmieszy-powiedziałam bez emocji
-Aha-przestał się śmiać.-Dowiedziałem się że za 2 dni wychodzisz
-Dobrze żeś się dowiedział-pochwaliłam
-Teraz tak na serio-powiedział,wstał i podszedł do mnie-Wyjdźcie!!!-krzykną do chłopaków.A oni wyszli.
-Czego chcesz?-spytałam
-Heh nie domyśliłaś się jeszcze-powiedział 
-A wiesz że tak-powiedziałam i obróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy.A on mnie pocałował(tak) odwzajemniłam pocałunek i się zaczęło coś czego się zawsze bałam.
***
Rano obudziłam się a tego chłopaka nie było.Była tylko karteczka przeczytałam:
,,Musiałem iść strażnik mi kazał,ale było super musimy to powtórzyć" uśmiechnęłam się tylko i ubrałam.
Podeszła do krat i uświadomiłam sobie co zrobiłam.Przespałam się z nieznanym mi gościem i to jeszcze przestępca.Cofnęłam się w głąb celi.Nagle drzwi się otworzyły i wszedł przez nie On.
-No hej-powiedział
-Cześć-powiedziałam bez emocji
-Co się stało?-spytał i podszedł do mnie.Położył swoje ręce na moich biodrach i przysuną do siebie a ja go odepchnęłam-Nie podobało ci się wczoraj w nocy?-spytał z chytrym uśmieszkiem.
-Podobało,tylko chodzi o to że cie nie znam-powiedziałam
-No dobra...Nazywam się Michał Berny ,ale tutaj mówią mi Lewy bo szmugluję narkotyki.Mam 20 lat a trafiłem to za morderstwo tak jak ty.
-Skąd wiesz że...-nie dał mi skończyć
-Widziałem twoja kartę-odparł-No skoro wiesz o mnie już coś to może...-powiedział i przysuną mnie do siebie po czym zaczęliśmy się całować(tak).Mam w dupie że nie wiem o niem za wiele,przynajmiej mam co robić zresztą jutro wychodzę.
---------------------------------------------------------------------------------
I jest rozdział 7

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz